Tytuł: Przemiana Zada Pąkla
Autor: Jakub Puch
Gatunek: Fantasy, Powieść, Science fiction
Liczba stron: ok. 460 000 znaków
Państwo: Polska

Przemiana Zada Pąkla to powieść z pogranicza fantasy i science fiction, skierowana do młodzieży i dorosłych. Zad Pąkiel jest odmieńcem i popychadłem przez całe swoje dzieciństwo spędzone na ponurej planecie Ropnia. Nie brakuje mu jednak odwagi i sprytu, które do spółki z najlepszym przyjacielem wykorzystuje w całkowicie złym celu – do przeprowadzania zamachów i kradzieży. Wszyscy wiedzą, że Pąkiel to najlepszy człowiek od mokrej roboty w całej galaktyce. Sympatyczny skądinąd bohater ma jednak pecha i za swoje czyny zostaje skazany na śmierć…583 razy. Dzięki nowoczesnym technikom trafia w ciała nieszczęśników, którzy właśnie patrzą śmierci w oczy. Zadowi udaje się wyrwać z beznadziejnego cyklu śmierci dzięki pewnej rezolutnej księżniczce a przy tym dowiedzieć się kilka ważnych rzeczy o sobie.

Przeczytaj fragment:

„Obudziło go chluśnięcie wodą w twarz. Wraz ze świadomością zaczął napływać ból. Ręce, plecy, ale przede wszystkim twarz piekły jak diabli. Ta ostatnia część fizjonomii była spuchnięta jak bania, nie mógł nawet oblizać zmasakrowanych warg. Mętnym wzrokiem powiódł dokoła. Kiedyś to była pewnie łaźnia. Rozglądając się po pomieszczeniu, zauważył rząd zniszczonych zlewów, zdewastowane lustra i kafelki, jarzeniówkę kończącą swój żywot, która bzyczała nierównomiernie, wydalając z siebie równocześnie strugi światła. Z trudem spojrzał w górę – był przywiązany za ręce do jakiegoś haka przy suficie.
− No i jak, Tony? − złowieszczo zapytał ktoś za jego plecami.
Podążając za głosem, zaczął się okręcać, co nie było łatwe, bo ledwo dotykał palcami podłogi. Ta strona pomieszczenia była nie mniej obskurna, dlatego postacie, które zobaczył, nie bardzo tu pasowały. Trzech mężczyzn wyglądało jak wyjętych z włoskiego żurnala mody. Czyściutkie garnitury, gogusiowate kapelusze z rondem. Tylko ten, który akurat wycierał dłonie w ręcznik, prawdziwy mięśniak, stał w samej podkoszulce bez rękawów, ale spodnie i obowiązkowe dla każdego mafioso szelki pasowały do wymuskanego stylu pozostałych typków. Drugi, oparty o ścianę, bawił się składanym nożem.
− I jak, już nie szlochasz? – mówiący te słowa trzeci goguś siedział w rozkroku na krześle, w dłoni niedbale przewieszonej przez oparcie trzymał pistolet (sześciostrzałowy, jakżeby inaczej).
− Liczyłem na jakieś sceny, małą szamotaninę, a ty żeś się zwiesił… słyszeliście chłopcy „się zwiesił”! – rechotał z własnego dowcipu, wskazując na hak w suficie, choć „chłopcy” jakoś nie zrozumieli albo nie podzielali jego wesołości.
− Dobra, kończmy to – nagle spoważniał i powoli zaczął zbierać się z krzesła.
Żaden z nich nie dostrzegł, że wyraz twarzy Tony’ego nie przedstawiał rezygnacji, a raczej rosnącą furię. Gdyby przysłowiowy płomienny wzrok był rzeczywiście gorący, każdy z nich po kolei poczułby dotkliwe oparzenia. Zmasakrowany mężczyzna zbierał się w sobie…
Dalsze wypadki nastąpiły w mgnieniu oka. Potężny kopniak wybił pistolet z ręki siedzącego na krześle gogusia daleko w kąt. Zdziwienie jeszcze nie ustąpiło z twarzy obwiesi, gdy pobity więzień, podciągając się, zarzucił mu nogi na ramiona. Pozostali skoczyli na pomoc, jednak Tony uwolnił się już z haka i sprawnie skręcił przeciwnikowi kark. Upadając, poturlał się pod nogi nożownika i pozbawił go równowagi, tak że ten wpadł na rozebranego osiłka, niechcący lekko go raniąc. Tony szybko zerwał się na nogi. Spojrzał w kąt − nie było czasu sięgnąć po pistolet. Gdy nożownik się odwracał, zdzielił go w skroń ciągle związanymi rękami. Tamten runął jak kłoda. Ale już ostatni z bandziorów rzucił się na więźnia, dusząc go żelaznym uściskiem swoich potężnych rąk. Szamocząc się, Tony oplótł przeciwnika nogami i również zaczął ściskać. Na chwilę czas się zatrzymał. Obwieś i jego ofiara trwali w uścisku, przetaczając się tylko z lekka to w jedną, to w drugą stronę. Z napięcia obu żyły wystąpiły na czołach, twarze spurpurowiały, a oddychanie przychodziło im z coraz większym trudem. Tony wkładając w uścisk wszystkie siły i sam będąc ściskanym, zaczął dostrzegać latające przed oczyma białe plamki. Coraz ich więcej… a świat coraz ciemniejszy − pomyślał i wtedy usłyszał delikatny chrzęst. Co to było!? − przemknęła mu przez głowę paniczna myśl i równie szybko zgasła.
Pozostała tylko pustka.

Tak, z początku próbował walczyć. Taki właśnie był – Zad Pąkiel. Lepiej samo Pąkiel, bo ci, którzy odważyli się użyć jego pierwszego imienia − zależnie od humoru jego posiadacza − zwykli tracić co najmniej zęby… a czasem życie. Taki właśnie był – Pąkiel – człowiek od mokrej roboty. Jeden z lepszych w galaktyce.”


JAKUB PUCH (pseudonim) wychował się w śródmieściu Łodzi, między dworcem kolejowym a elektrociepłownią, w ponurej kamienicy pamiętającej jeszcze pierwszą wojnę światową. Ponieważ jedynym placem zabaw były rozsypujące się komórki i schron przeciwlotniczy, wcześnie pochłonął go świat książek. Zakochał się w Sienkiewiczu, Kraszewskim, potem Kirscie. Później odkrył świat SF (jak choćby Państwa Eddings czy Davida Webera). Czasem dla oddechu sięga po raz enty po Jane Austen. Lubi wracać do książek, które mu się szczególnie spodobały, i czyta je wtedy powoli, żeby nacieszyć się samym językiem.

16 września 2015

Przemiana Zada Pąkla

Przemiana Zada Pąkla to powieść z pogranicza fantasy i science fiction, skierowana do młodzieży i dorosłych. Zad Pąkiel jest odmieńcem […]